czwartek, 9 października 2014

Pinky Minky

Szydełkować umiem, ale szyć... no cóż, z tym jest dużo gorzej, ale próbuję. 


Zabrałam się za uszycie kotków dla moich pociech, jak widać jeszcze nie są skończone a już przytulone :-)


Poza tym ile frajdy było kiedy mama PRÓBOWAŁA wykroić coś z minky ;-)


Jak tylko uda mi się wykończyć ich buziaki zaprezentuję kocury w całości.

A tak na marginesie, tkanina minky jest idealna do przytulania, a ile frajdy sprawia wpychanie "bąbelków" do środka, hoho.
A dlaczego postanowiłam uszyć koty?
Historia nie jest miła ale całe szczęście przykry początek zmotywował mnie do zrobienia dla moich dzieci czegoś, może nie pięknego, ale mojego. Zacznę od tego, że Bartuś ostatnio uwielbia kotki i na wszystkie woła swoje "iałłłł". Kilka tygodni temu byliśmy w szpitalu na badaniach i trafiliśmy na jakiś wyjątkowy dzień, w którym dzieci wychodzące z ambulatorium dostawały kotki-maskotki (chyba od jakiejś fundacji). Uwielbiam mojego synka, ale z pełną świadomością stwierdzam, że jest to łobuz nad łobuziakami, "żywczyk" do kwadratu i małe "pendolino" w jednym. Nie oszukujmy się, niespełna 1,5 roczny chłopczyk po prostu nie usiądzie w miejscu na sekundę, a że Bartuś dodatkowo biega, przestawia krzesła, krzyczy, zaczepia ludzi, puka do wszystkich drzwi itd. nie zawsze wzbudza sympatię starych nudnych kwok. Tak więc po pobraniu krwi, naprawdę ciężkiej walce, krzyku i kilku niemiłych słowach od pielęgniarek wyszliśmy z ambulatorium bez kotka- przytulaka :-( Dobrze, że on jeszcze tego nie zrozumiał, owszem wyciągał rączki do kotków innych dzieci, ale cóż... za to mnie serce po prostu pękło ;-( Wkurzona wróciłam do domu i kilka godzin szukałam tego fajnego niebieskiego pluszowego kota, niestety nie znalazłam, ale zupełnie przypadkowo trafiłam na blog bardzo zdolnej Martyny i zauroczyły mnie jej koty uszyte z tkaniny minky. Postanowiłam zamówić u niej kociaki dla moich dzieci, kiedy rozentuzjazmowana pokazałam je mężowi, ten spojrzał na mnie wręcz z oburzeniem i stwierdził "przecież ty sama takie uszyjesz"! No i się zaczęło! Wariactwo na punkcie minky, gdzie kupić, czy na pewno będzie fajne, czy się uda, jak wykroić, jednym słowem MINKY- SZAŁ!!

2 komentarze:

Agnieszka pisze...

Haha, już widzę minę Sebka, jak mówi, że sama takie uszyjesz! I ma rację, na pewno będą równie ładne :)

Aga Karwan pisze...

;-) To prawda, mina była warta miliona dolarów. Co do intencji to wydaje mi się, że nie miał na myśli pochwalenia moich zdolności tylko raczej ujawniła się jego "oszczędność" ;-)