Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zamiast szydełka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zamiast szydełka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 listopada 2015

Kotek, płotek i motek :-)

To już druga w mojej kolekcji torba z kocurkiem i obawiam się, że nie będzie ostatnia ;-)

 

Tym razem zamówiłam u Agnieszki z Torbolandii listonoszkę, którą uszyła według mojego pomysłu.


Bohaterką torby została oczywiście Beza, a żeby było też coś co ja lubię poprosiłam o doszycie motka włóczki.


Moim zdaniem wygląda ekstra, lepiej nie mogłabym sobie tego wymarzyć. Przy okazji można wziąć udział w konkursie, zapraszam na profil Torbolandii na FB.

A jeśli ktoś z Łodzi i okolic chciałby zobaczyć  lub nabyć arcydzieła z Torbolandii zapraszam na wystawę kotów rasowych 21-22 listopada 2015, na ul.Północnej 36, Agnieszka z całym arsenałem swojego rękodzieła również tam będzie.

wtorek, 30 czerwca 2015

Podróżna sowa

Co zazwyczaj robią dzieci podczas podróży? Moje cudaki albo śpią, albo się kłócą ;-) Ok, czasami jeszcze śpiewają, zagadują nas na śmierć, rozbierają się, rzucają zabawkami (ostatnio przed nosem wylądował mi balon, na szczęście akurat miałam czerwone światło...), ale drzemki to podstawa. W związku z tym na tylnym siedzeniu leży mnóstwo zagłówków, rogali i innych wynalazków do spania, problem w tym, że nie chcą ich używać :-(


Dlatego też pomyślałam, że uszyję dla nich małe podusie. Wpadł mi do głowy pomysł na sówki z minky, materiał kupiłam już dawno temu, odleżał swoje w pudełeczku, więc przyszedł czas na jego wykorzystanie.


Nie mogło zabraknąć choćby najmniejszego elementu szydełkowego ;-)


Mam nadzieję, że dzieci z chęcią się do nich przytulą :-) Szczególnie Amelka, której głowa podczas drzemki kiwa się na wszystkie strony. 


Bartusiowi jak widać sówka bardzo się spodobała :-) W końcu dzielnie pomagał podczas szycia!


Żeby nie było zbyt cukierkowo do różowej sówki, doszyłam skrzydełka w przepięknym morskim kolorze.


A tu wersja niebieska, z energetycznymi cytrynowymi skrzydełkami.


 A propos sówek, wpadł mi w oko cudowny dywanik.

https://www.etsy.com/listing/170395345/crochet-pattern-owl-rug-by-atergcrochet?ref=shop_home_active_9

Chyba czas na odkrycie nowych technik i włóczek, tym razem skuszę się na "Hooked Zpagetti" :-D

piątek, 26 czerwca 2015

Lniana torba w kratę

Torba jaka jest każdy widzi, nic wielkiego, ale jak to u mnie często bywa najważniejsze jest dla kogo szyję, czy też szydełkuję...


Materiał kupiłam w IKEA i muszę przyznać, że zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Jakość lnu w kratę jest świetna a ciepłe kolory ziemi nadają tkaninie wyrazu.


Osobiście po prostu nie cierpię robić zakupów, jest to dla mnie istna tortura, więc po co mi kolejna torba? Haha, cwaniaczek ze mnie, bo torbę uszyłam dla mojego męża, który dzielnie maszeruje w każdy sobotni poranek z ogromną listą do warzywniaków, piekarni i innych zatłoczonych sklepów ;-) Ostatnio zauważyłam, że coraz częściej przynosił bułeczki w mojej "shopperce", więc z ogromną frajdą uszyłam coś dla niego.


Dodałam dodatkowe wzmocnienia rączek bo to będzie torba do zadań specjalnych ;-)
Jak widać, mojemu młodszemu mężczyźnie również przypadła do gustu ;-)


A do toreb mieści się naprawdę dużo, dzieciaczki testowały pojemność :-)


Torba jest moim skromnym rewanżem za super zielnik, zbudowany przez mojego męża :-) Lubimy wszelkiego rodzaju "zieleninkę", więc na naszym balkonie nie może zabraknąć koperku, pietruszki, szczypiorku czy sałaty (truskawkami z balkonu zajadamy się już od połowy maja).


Ciekawostka, wymarzyłam sobie drewniany stojak z palet, zaplanowałam no i dostałam... aluminiowy ;-)


Sebastian, stworzył świetny i funkcjonalny stelaż dla moich ziółek, dziękuję kochanie :-)

wtorek, 26 maja 2015

Wiatr w żagle...

Bardzo podobają mi się motywy marinistyczne i od kiedy mam synka moją uwagę przykuwa każda żaglówka, stateczek i połączenie granatu z bielą.
Szukając pomysłu na zasłony do pokoju Bartka natrafiłam na ten piękny materiał z żaglówkami, przyznam, że kupienie tkaniny w ilości detalicznej nie było łatwe, ale cierpliwość opłaciła się :-)
Nie lubię zostawiać ścinków materiałów, z których szyję, więc postanowiłam zagospodarować troszkę ściany w królestwie mojego synka.


Wycięłam najpiękniejsze żaglowce z granatowej oraz białej tkaniny i oprawiliśmy je z Sebastianem w ekstra ramki. Moim zdaniem efekt jest całkiem przyjemny dla oka :-)


Zostało jeszcze po kawałku tkanin, więc zabrałam się za dekoracyjne poszewki na jaśki.


I gotowe! Dodatki do przepięknych granatowych zasłon skończone.

Tak na marginesie, mamy kilku wujków sterników, niedługo może nawet kapitana, więc jest szansa, że moje dzieciaki nauczą się żeglować. Zwłaszcza że ich tatuś też chętnie wypłynąłby w rejs ;-) A wtedy ja i moja choroba morska zostaniemy na brzegu w towarzystwie świetnej książki, ehhh, już nie mogę się doczekać :-)))

środa, 22 kwietnia 2015

Kolorowa "Shopperka"

Przyznam szczerze, nie miałam pojęcia, że na torbę zakupową mówi się teraz "shopperka" ;-) Brzmi bardzo dziwnie, ale słówko jest całkiem chwytliwe. Mnie kojarzy się raczej z workiem, w którym można nosić szopa :-P
Od dzisiaj zakupy wrzucam do mojej własnoręcznie uszytej torby :-)
 


Tkaninę kupiłam w Ikea bardzo, bardzo dawno temu, tak dawno, że chyba nawet nie ma jej już w sprzedaży. Od razu zaplanowałam sobie uszyć z niej torbę, ale jakoś brakowało mi natchnienia. 

 

Byłam zaskoczona z jaką łatwością przyszła mi praca z tak grubą i sztywną tkaniną. Mój "motylkowy" Łucznik spisał się na medal! 


Wykonanie nie jest może perfekcyjne, ale torba jest dokładnie taka, jaką sobie wymarzyłam, pakowna i poręczna. Poza tym rozwiązał się problem z poszukiwaniem torby plażowej :-) Po co szukać? Uszyję ją sama :-)

Z pozostałego kawałka postanowiłam uszyć kosmetyczkę. Od razu pomyślałam o białym, delikatnym suwaku, który idealnie pasowałby do maleńkiej kosmetyczki, ale kiedy wyszperałam ten metalowy, czarny i ciężki zamek wiedziałam, że to będzie strzał w dziesiątkę!


"Twarzowy" komplecik skończony :-)

środa, 4 marca 2015

Aga ma kota :-)

Od wczorajszego wieczora nie mogę się już doczekać ciepłej i słonecznej wiosny :-) Dlaczego?  Przecież nie mogłabym narażać mojego kotka na zamoczenie wąsików ;-)
Sami zobaczcie jakie cudo przyjechało do mnie wczoraj...


Prace Agnieszki z Torbolandii są po prostu niesamowite! Zachwyciły mnie jej pomysły, wspaniałe wzory, a teraz śmiało mogę jeszcze dodać perfekcję wykonania i świetne materiały na których pracuje. 


Dopiero mając w ręku autorską torebkę można dostrzec nieprawdopodobną różnicę jakości pomiędzy towarem kupionym gdzieś w sklepie (zapewne wyprodukowanym w Chinach) a takim właśnie małych dziełem sztuki :-) 


Torbolandię odkryłam dzięki blogowi Cóż wiesz o pięknie i od razu wiedziałam, że ja też muszę mieć "kiciusiową" torebkę :-) Nawet sobie nie wyobrażacie jaki trudny był wybór... 
Aga zaproponowała wymiankę torebki na moje szydełkowe małe co nieco i dlatego teraz bardzo intensywnie pracuję nad prezentem dla małej Nadii :-)


A ja już ostrzę sobie ząbki na kolejną torebkę, hihi :-)

środa, 18 lutego 2015

Uśmiechnięte Pinky Minky :-)

Dziś Światowy Dzień Kota, a więc voilà... mamy kotki :-)


Co prawda koty uszyłam już w październiku, ale na ostateczny szlif czekały ponad 4 miesiące, ups... już przed Bożym Narodzeniem wyszyłam oczy, ale jakoś nie mogłam zabrać się za resztę.


 Zmobilizowała mnie jak zwykle córeczka, która 2 dni temu zapytała: "Mamusiu, dlaczego mój kotek się nie uśmiecha?" Okropnie się zawstydziłam i wygrzebałam szybko kordonki oraz ścinki minky.


Dzieciaczki nie mogły się doczekać kiedy skończę, a Amelka oczywiście od razu zabrała się za tulenie i zabawy z kiciorkami :-)
Pomysł na milutkie kociaki podpatrzyłam u Martyny, najpierw miałam je zamówić, ale chciałam spróbować sama i chyba się udało :-) Amelce i Bartusiowi się podobają, a to najważniejsze!

Liliowa Pinky


Szary Minky


Amelka szybciutko zorganizowała dla nich dzidziusia ;-)


 Koty już się zadomowiły i jak widać wchodzą dzieciom na głowę ;-)


Marzy mi się, żeby w naszym domku zamieszkał kiedyś prawdziwy włochaty, rudy kocurek...


czwartek, 12 lutego 2015

Cieplutki komin na drutach

Kolejna udana przygoda z drutami :-)


Tym razem udało mi się uniknąć większych wpadek i ani razu nie musiałam pruć komina :-) Oczywiście kilka mniejszych przygód się zdarzyło i w robótce jest kilka "dziurek", raz zgubiłam oczko, raz dodałam podwójnie, ale najważniejsze, że ogólnie wygląda całkiem fajnie.


Szyjko-otulacz zrobiłam z dwóch motków ALIZE Baby Wool, więc jest dość długi i oczywiście dzięki ściegowi angielskiemu wyjątkowo mięciutki i puszysty, naprawdę świetnie otula szyję oraz ramiona. Szkoda tylko, że zima podobno się właśnie skończyła, ehhh...

 A tak wygląda cały komplecik, oby był dobry na następny sezon zimowy.

Druga z kolei robótka na drutach nie była już nauką techniki, tylko eksperymentem z dodawaniem oczek, tworzeniem wzorów oraz łączeniem kolorów. Oficjalnie uważam, że ścieg angielski został przyswojony i z pewnością użyję go jeszcze nie jeden raz.

Jak jeszcze można nosić komin? A tak :-)


Bartuś bardzo chętnie przymierza i testuje wszelkie moje dziergańce ;-)

Szkoda tylko ze zdjęcia zmuszona byłam wykonać w scenerii domowej... niestety u nas zawirusowania ciąg dalszy i końca nie widać :-(((

piątek, 12 grudnia 2014

Przygoda z robieniem na drutach, a raczej na rękach ;-)

W moich zbiorach od Coats znalazły się  2 motki niezwykłej włóczki Red Heart Lisa Big. Od kilku miesięcy przymierzałam się do zrobienia z nich komina na drutach, ale jakoś brakowało mi odwagi.
Aż tu niedawno natknęłam się na genialny filmik z instrukcją jak zrobić "infinity scarf" z włóczek rodzaju "6-bulky" z wykorzystaniem własnych przedramion.

Tak wygląda mój pierwszy komin zrobiony na oszukanych drutach ;-)


Prawa strona


oraz lewa


Według wszystkich instrukcji jego zrobienie miało zająć 30 min, hmmmm, ja chyba jestem ciut mniej zdolna :-( Nie przyznam się jak długo go robiłam, ale naprawdę miałam wrażenie, że moje motki są zaczarowane i wełny z nich po prostu nie ubywa ;-) Już wiem, po prostu miałam o kilkadziesiąt metrów dłuższe motki i stąd mój problem z czasem, tak, to na pewno o to chodziło ;-)

czwartek, 9 października 2014

Pinky Minky

Szydełkować umiem, ale szyć... no cóż, z tym jest dużo gorzej, ale próbuję. 


Zabrałam się za uszycie kotków dla moich pociech, jak widać jeszcze nie są skończone a już przytulone :-)


Poza tym ile frajdy było kiedy mama PRÓBOWAŁA wykroić coś z minky ;-)


Jak tylko uda mi się wykończyć ich buziaki zaprezentuję kocury w całości.

A tak na marginesie, tkanina minky jest idealna do przytulania, a ile frajdy sprawia wpychanie "bąbelków" do środka, hoho.
A dlaczego postanowiłam uszyć koty?
Historia nie jest miła ale całe szczęście przykry początek zmotywował mnie do zrobienia dla moich dzieci czegoś, może nie pięknego, ale mojego. Zacznę od tego, że Bartuś ostatnio uwielbia kotki i na wszystkie woła swoje "iałłłł". Kilka tygodni temu byliśmy w szpitalu na badaniach i trafiliśmy na jakiś wyjątkowy dzień, w którym dzieci wychodzące z ambulatorium dostawały kotki-maskotki (chyba od jakiejś fundacji). Uwielbiam mojego synka, ale z pełną świadomością stwierdzam, że jest to łobuz nad łobuziakami, "żywczyk" do kwadratu i małe "pendolino" w jednym. Nie oszukujmy się, niespełna 1,5 roczny chłopczyk po prostu nie usiądzie w miejscu na sekundę, a że Bartuś dodatkowo biega, przestawia krzesła, krzyczy, zaczepia ludzi, puka do wszystkich drzwi itd. nie zawsze wzbudza sympatię starych nudnych kwok. Tak więc po pobraniu krwi, naprawdę ciężkiej walce, krzyku i kilku niemiłych słowach od pielęgniarek wyszliśmy z ambulatorium bez kotka- przytulaka :-( Dobrze, że on jeszcze tego nie zrozumiał, owszem wyciągał rączki do kotków innych dzieci, ale cóż... za to mnie serce po prostu pękło ;-( Wkurzona wróciłam do domu i kilka godzin szukałam tego fajnego niebieskiego pluszowego kota, niestety nie znalazłam, ale zupełnie przypadkowo trafiłam na blog bardzo zdolnej Martyny i zauroczyły mnie jej koty uszyte z tkaniny minky. Postanowiłam zamówić u niej kociaki dla moich dzieci, kiedy rozentuzjazmowana pokazałam je mężowi, ten spojrzał na mnie wręcz z oburzeniem i stwierdził "przecież ty sama takie uszyjesz"! No i się zaczęło! Wariactwo na punkcie minky, gdzie kupić, czy na pewno będzie fajne, czy się uda, jak wykroić, jednym słowem MINKY- SZAŁ!!

wtorek, 7 października 2014

Księżniczkowe pompony

Troszkę z innej beczki, ale jak większość moich tworów cały czas dla dzieci. 
Moja córcia, jak sama każe na siebie mówić, Księżniczka Amelka, miała troszkę nudny widok zza okna, a że jej mama firanek unika jak ognia, trzeba było wykombinować coś, co rozweseliłoby jej pokój. Tiulowe pompony są popularne już od bardzo dawna, ale ja przekonałam się do nich zupełnie niedawno.

pompony z tiulu

Oczywiście w grę wchodziły jedynie dwa kolory: różowy i fioletowy :-)
A więc 2 godzinki pracy, "trochę" bałaganu, a efekt.... mina Amelki mówi sama za siebie :-)


Bartek jak widać jeszcze śpi ;-) i "księżnickowe" pompony to nie jego bajka. Mama ma już pomysł na udekorowanie jego okna z bardziej męskim stylu, tylko to dopiero za kilka miesięcy, teraz będziemy mieli ważniejsze sprawy na głowie.

Do zawiązania pomponów użyłam ślicznej błyszczącej, półprzezroczystej tasiemki, pasuje idealnie.